Archiwa tagu: na moim stole

Śladami Watahy

Rzuć wszystko i jedź w Bieszczady. Hasło odrobinę przereklamowane. Może są i tacy, którzy zrobili to spontanicznie. Mi zajęło to kilka ładnych lat, choć niewtajemniczeni bądź niedowiarkowie, odebrali to właśnie jako decyzję podjętą przy porannej kawie pod wpływem chwili. Tak czy inaczej, podjęłam tę decyzję bardzo świadomie – tak, tak, znam historię o domku w… Czytaj dalej »

Wino, o którym marzę

„Może coś napiszesz?” zapytała Ania, przy okazji rozmowy na temat Grünera. Temat? „Może coś na czasie w dobie koronawirusa?” Ciężki okres dla nas wszystkich. Czas, kiedy przebywając w izolacji zacząłem oddawać się czynnościom, na które w codziennym pędzie wiecznie brakuje mi czasu. Praca, degustacje, szkolenia, eventy. Teraz nadrabiam, a na szafkach leżą sterty odłożonych od… Czytaj dalej »

Proziaki – chlebki wyjątkowe w swojej prostocie

Podróże kulinarne zawsze są przyjemne, nawet, gdy odbywam je wyłącznie w swojej własnej kuchni. Tak teraz najbezpieczniej. Bieszczady były, są i będą moją największą miłością, tęsknię potwornie, a kuchnia łemkowska fascynuje mnie nie od dziś, wybrałam się więc po proziaki. Najbardziej lubię je gorące, prosto z patelni, gdy rozpływa się na nich masełko, domowa konfitura… Czytaj dalej »

Walentynkowa uczta po węgiersku

Walentynkowy wieczór stał się doskonałą okazją do degustacji węgierskich przysmaków, które znajomi z klubu kolacyjnego przywieźli z festiwalu mangalicy w Budapeszcie. Mangalica to dla foodie-świrów afrodyzjak tak, jak i foie gras. W tle sączyła się z głośników „Dziewczyna o perłowych włosach”, a my raczyliśmy się szerokim spektrum, dalece niedietetycznych, ale jakże pysznych – można rzec… Czytaj dalej »

Radosny dla ciała i ducha początek Chińskiego Nowego Roku

Każda okazja jest dobra do wspólnego biesiadowania przy stole pełnym obfitości. Wczoraj, w klubie kolacyjnym Doroty i Michała, powitaliśmy kulinarnie Chiński Nowy Rok, Święto Wiosny – rok Szczura, żywiołu Metalu. Początek Nowego Roku w Chinach, święta obchodzonego tam od 4 tysięcy lat, nie ma stałej daty, określa go chiński kalendarz księżycowy. Rozpoczyna się w styczniu… Czytaj dalej »

Rok 2019 w pigułce

Podsumowań czas i wspomnień czar. Powiem krótko: było pysznie. Odwiedziłam ulubione miejsca, w których lubię być, co najmniej raz w roku i spotkałam się z Ludźmi, z którymi jeszcze bardziej lubię być, zwłaszcza przy wspólnym stole. Bo przecież to Ludzie tworzą miejsca. Odkryłam kilka nowych fajnych adresów, więc lista ulubionych miejsc wydłuża się. Cieszę się,… Czytaj dalej »

5 książek, które warto podarować na Gwiazdkę (i nie tylko)

Oto mój subiektywny wybór 5 książek, które warto podarować na Gwiazdkę, sobie też. Dobra książka to zawsze trafiony prezent. Pod warunkiem oczywiście, że obdarowany lubi czytać. Jeśli zaś lubi, warto wiedzieć, czym się interesuje. Miłośnicy klasyki mogą znudzić się przy dziewięciu tomach „Gry o tron”, a fani Lema czy Sapkowskiego – mogę się założyć –… Czytaj dalej »

Najlepszy przepis na udaną domówkę

W moim chateau dawno nie było balu. Postanowiłam zatem zwołać paczkę Przyjaciół i Krewnych na porządną imprezę czyli nie siedzimy i biesiadujemy, tylko tańczymy do upadłego, a ja nie stoję dwie doby wcześniej i cały wieczór przy garach (choć wiadomo, że bardzo lubię). Okazja zawsze się trafi, tym razem padło na ostatnią sobotę listopada, a… Czytaj dalej »

Słodki listopad czyli marynowane zielone pomidory

Listopad też może być fajny. Zwłaszcza, gdy Pani Jesień rozpieszcza nas ciepłymi promieniami słońca, w których opadające liście mienią się rubinem i złotem. Gdy na targu, mogę wciąż wybierać pachnące, świeże warzywa i owoce, moje ulubione chrupiące jabłuszka, złote i szare renety, idealne na racuchy czy szarlotkę albo jasnozielone gruszki lukasówki z wiśniowym rumieńcem, w… Czytaj dalej »

Grzybowy “come back”

Grzyby, grzyby, grzyby…. Nie były nigdy moją szczególną pasją. No może kurki i rydze, te ostatnie późno poznałam. Reszta, gdy była – ok, gdy nie było – tragedii też nie było. Może uraz z dzieciństwa: sobota czy niedziela, pobudka o 4 rano, a o wschodzie słońca już w lesie.  Podeptać mogłam, a nie widziałam. Mama… Czytaj dalej »