Urodzinowo w Poleskim Zakątku

To były urodziny! Niezapomniane trzy dni z paczką wiernych Przyjaciół w przepięknym, klimatycznym domu z rajskim ogrodem. Siedlisko „Poleski Zakątek” w pobliżu Jeziora Zagłębocze,  stworzone przez cudownych Gospodarzy, Natalię i Mariusza. Z domu można nie wychodzić, ale Poleski Park Narodowy i Pojezierze Łęczyńsko-Włodawskie warte jest ruszenia się z kanapy – czysta natura, cisza, obfitość fauny… Czytaj dalej »

Pięć lat minęło, jak jeden dzień

Pięć lat minęło, jak jeden dzień. Właśnie pięć lat temu, na początku upalnego sierpnia, siedząc na uroczym mazurskim pustkowiu nad jeziorem Zdrużno, rozpoczęłam moją przygodę z blogiem. Oficjalnie zaczęło się od sandacza – czytaj tutaj. Wcześniej jednak, przez kilka miesięcy, na prywatnym fejsbukowym profilu, publikowałam historie, które działy się na moim stole. Dojrzewały we mnie… Czytaj dalej »

Śladami Watahy

Rzuć wszystko i jedź w Bieszczady. Hasło odrobinę przereklamowane. Może są i tacy, którzy zrobili to spontanicznie. Mi zajęło to kilka ładnych lat, choć niewtajemniczeni bądź niedowiarkowie, odebrali to właśnie jako decyzję podjętą przy porannej kawie pod wpływem chwili. Tak czy inaczej, podjęłam tę decyzję bardzo świadomie – tak, tak, znam historię o domku w… Czytaj dalej »

Wino, o którym marzę

„Może coś napiszesz?” zapytała Ania, przy okazji rozmowy na temat Grünera. Temat? „Może coś na czasie w dobie koronawirusa?” Ciężki okres dla nas wszystkich. Czas, kiedy przebywając w izolacji zacząłem oddawać się czynnościom, na które w codziennym pędzie wiecznie brakuje mi czasu. Praca, degustacje, szkolenia, eventy. Teraz nadrabiam, a na szafkach leżą sterty odłożonych od… Czytaj dalej »

Proziaki – chlebki wyjątkowe w swojej prostocie

Podróże kulinarne zawsze są przyjemne, nawet, gdy odbywam je wyłącznie w swojej własnej kuchni. Tak teraz najbezpieczniej. Bieszczady były, są i będą moją największą miłością, tęsknię potwornie, a kuchnia łemkowska fascynuje mnie nie od dziś, wybrałam się więc po proziaki. Najbardziej lubię je gorące, prosto z patelni, gdy rozpływa się na nich masełko, domowa konfitura… Czytaj dalej »

Walentynkowa uczta po węgiersku

Walentynkowy wieczór stał się doskonałą okazją do degustacji węgierskich przysmaków, które znajomi z klubu kolacyjnego przywieźli z festiwalu mangalicy w Budapeszcie. Mangalica to dla foodie-świrów afrodyzjak tak, jak i foie gras. W tle sączyła się z głośników „Dziewczyna o perłowych włosach”, a my raczyliśmy się szerokim spektrum, dalece niedietetycznych, ale jakże pysznych – można rzec… Czytaj dalej »

Radosny dla ciała i ducha początek Chińskiego Nowego Roku

Każda okazja jest dobra do wspólnego biesiadowania przy stole pełnym obfitości. Wczoraj, w klubie kolacyjnym Doroty i Michała, powitaliśmy kulinarnie Chiński Nowy Rok, Święto Wiosny – rok Szczura, żywiołu Metalu. Początek Nowego Roku w Chinach, święta obchodzonego tam od 4 tysięcy lat, nie ma stałej daty, określa go chiński kalendarz księżycowy. Rozpoczyna się w styczniu… Czytaj dalej »

Rok 2019 w pigułce

Podsumowań czas i wspomnień czar. Powiem krótko: było pysznie. Odwiedziłam ulubione miejsca, w których lubię być, co najmniej raz w roku i spotkałam się z Ludźmi, z którymi jeszcze bardziej lubię być, zwłaszcza przy wspólnym stole. Bo przecież to Ludzie tworzą miejsca. Odkryłam kilka nowych fajnych adresów, więc lista ulubionych miejsc wydłuża się. Cieszę się,… Czytaj dalej »

10 miejsc, które warto zobaczyć w Abu Dhabi i Dubaju (część 3)

Subiektywna lista atrakcji w Abu Dhabi i Dubaju Jedno jest pewne: wszędzie, na każdym kroku, wszechobecny bezmiar wielkiego błękitu! Wybrałam kilka miejsc z tzw. #mustsee , ale w międzyczasie zmieniałam plany i szłam, gdzie mnie nogi poniosą. I tak zamiast gnać do Atlantisa na wielką palmę, wolałam dwie godziny powłóczyć się nad kanałem, między drapaczami… Czytaj dalej »

10 miejsc, które warto zobaczyć w Abu Dhabi i Dubaju (część 2)

Subiektywna lista atrakcji w Abu Dhabi i Dubaju   Jedno jest pewne: wszędzie, na każdym kroku, wszechobecny bezmiar wielkiego błękitu! Wybrałam kilka miejsc z tzw. #mustsee , ale w międzyczasie zmieniałam plany i szłam, gdzie mnie nogi poniosą. I tak zamiast gnać do Atlantisa na wielką palmę, wolałam dwie godziny powłóczyć się nad kanałem, między… Czytaj dalej »