Do źródeł Sanu

Październik, ciepełko, jesienne buki skrzą się w promieniach słońca. Szkoda weekendu, więc pobudka rano, śniadaniowy kąsek, łyk kawy i w plener. Sobota w siodle. Trochę z zaskoczenia – jako, że spodziewasz się półtoragodzinnej przebieżki w terenie – pierwszy rajd. Cztery godziny w doborowym gronie z Kulbaki i trasa Strzebowiska – Kalnica – Smerek – Strzebowiska, z krótkim popasem u sąsiadów na łące. Nie wiem, kto bardziej kopyt nie czuł, Barejka czy ja. Swoje wyciągnęłam, gdy tylko wróciłam do domu… Szczęście jednak do kwadratu!

 

 

Poziom endorfin przełożył się proporcjonalnie na wysoki poziom optymizmu i na niedzielę umówiłam się z Przyjaciółką na…. rowery. A: „Wiesz, ja to strasznie dawno nie jeździłam” AEM: „Jasna sprawa, wybierzemy coś lekkiego, bo po tej końskiej wyrypie to trzeba dać mięśniom odpocząć”. A zatem: do bieszczadzkiego worka! Nie wiem czemu, wydawało mi się, że w Dolinie Górnego Sanu będzie płasko…. Owszem, droga asfaltowa w okolicy torfowisk w Tarnawie kawałkiem tak.

 

 

Zostawiłyśmy auto na parkingu przy torfowiskach i ruszyłyśmy dalej na dwóch kółkach. Cel: źródła Sanu, ruiny dworu Stroińskich i grób Hrabiny w Siankach – to wysunięte najdalej na południe dostępne miejsce w Polsce. Wieś Sianki, była dawniej modnym ośrodkiem letniskowo-narciarskim, z …własną skocznią! Dziś zamieszkana jest wyłącznie po stronie ukraińskiej. Jednak po dokładnym przestudiowaniu mapy i przypomnieniu opowieści znajomych, porzuciłyśmy pomysł, gdyż tam można dojść tylko pieszo. Stanęło na Beniowej. Szlak rowerowy wiedzie kilkanaście kilometrów pod górę do Bukowca – można tam się dostać samochodem i kontynuować rowerem lub pieszo. My jednak lubimy dreszczyk emocji.

 

 

W pewnym momencie szlak odbija w bok ścieżką przyrodniczą do Sokolików, gdzie po trzech kilometrach podziwiamy na punkcie widokowym przepiękną cerkiew po drugiej stronie Sanu, już ukraińskiej. Normalny człowiek wraca stamtąd na stokówkę, ale nie my. Moja pamięć zrobiła mi psikusa, bo według niej, kilkanaście lat temu jechaliśmy po płaskim (!) terenie nad rzeką, po betonowych płytach, mijając słupy graniczne. Lata mijają, łąki zarastają, teren podmokły. Była droga oznaczona na Google Maps? To w drogę. Była…. szlakiem konnym. Trzeba było czasem zsiąść z „rumaka” i poprowadzić po błocie pod górę. Nagroda też była. Pusto, dziko, żywego ducha, piękne widoki na ukraińską stronę. Świdrująca w uszach cisza i tylko szum wiatru w koronach drzew na tle wielkiego błękitu.

 

 

Stokówka, na którą wyjechałyśmy z lasu, niedaleko już Bukowca, objawiła nam się niejako autostradą. Nieistotne było nawet, że tam jest mocno pod górę.  Widoki nieziemskie, zwłaszcza prawa strona: Bukowe Berdo, Kopę Bukowską, Halicz i Rozsypaniec. Z Bukowca szlak prowadzi pagórkami pośród łąk i stawów, do nieistniejącej już wsi Beniowa. Przed II wojną światową mieszkało tu kilkaset osób, był młyn, tartaki, huta szkła, fabryka beczek, browar, kolejka wąskotorowa. Bolesna historia nie oszczędziła i tego miejsca. Dwa lata po wojnie komunistyczne władze rozpoczęły akcję wysiedlania ludności ukraińskiej, łemkowskiej i bojkowskiej z Bieszczad. W ramach akcji „Wisła” przez ponad trzy miesiące wysiedlono 140 tysięcy ludzi. Należy pamiętać, że nic tu nie jest jednak czarno-białe i  do dziś budzi kontrowersje, nie tylko wśród historyków. Po oficjalnym końcu wojny, tutaj wciąż trwały walki partyzanckie między Ukraińską Powstańczą Armią a Ludowym Wojskiem Polskim oraz niepodległościowym podziemiem. UPA chciała stworzyć niepodległe państwo i zapobiec repatriacji do ZSRR, stosując niestety przerażające metody, wprowadzając terror, mordując Polaków, paląc wsie…

 

 

Dziś na straży wspomnień dawnych dni stoi niezniszczalna, samotna, 200-letnia lipa. Tuż obok stary cmentarz, ogrodzony, zadbany, kilka krzyży. Po cerkwi tylko kilka kamieni, w tym jeden z wykutym wizerunkiem ryby – symbolem chrześcijaństwa, podstawa chrzcielnicy, a była to okazała świątynia, zbudowana w tzw. stylu narodowym, na planie krzyża greckiego. Stąd można udać się dalej nad potok Negrylów i  Niedźwiedzi i jeszcze dalej do Sianek.

 

 

My, po krótkiej zadumie, ruszyłyśmy z powrotem do drogi prowadzącej do Bukowca. Stamtąd, po pokonaniu dwóch wzniesień, już tylko w dół, zamykając nasze rowerowe kółko, zmęczone, ale szczęśliwe i …. głodne. Potęgowałyśmy więc nasze szczęście w Wilczej Jamie w Smolniku, która nas, jak zwykle, nie zawiodła.

 

*****

 

Mój subiektywny wybór miejsc w Bieszczadach 

kolejność alfabetyczna

 

Noclegi

Bieszczadzkie Marzenie

Borsuczyna

Chaty Rysia i Misia

Chaty w Starym Siole

Cudne Manowce

Czerenina

Derkacz

Domki u Szoguna

Gawra

Grzechowisko

Gościniec Horb

Konie 2

Krywa Chata

Kulbaka apartamenty & konie

Łomiankowa Dolina 

Malinowy Chruśniak

Pod Berdem

Pod Gwiazdami

Wetlina 151

Wetlina Bez Zasięgu

Wilki 2

Willa Łuka i Tulin

 

Gastronomia

Chata Wędrowca

Gościniec w Starym Siole

Pod Kudłatym Aniołem

Wilcza Jama