10 miejsc, które warto zobaczyć w Abu Dhabi i Dubaju (część 3)

Subiektywna lista atrakcji w Abu Dhabi i Dubaju

 

Jedno jest pewne: wszędzie, na każdym kroku, wszechobecny bezmiar wielkiego błękitu! Wybrałam kilka miejsc z tzw. #mustsee , ale w międzyczasie zmieniałam plany i szłam, gdzie mnie nogi poniosą. I tak zamiast gnać do Atlantisa na wielką palmę, wolałam dwie godziny powłóczyć się nad kanałem, między drapaczami chmur w dubajskiej Marinie czy buszować w sklepikach z szafranem na suku – arabskim bazarze w Deirze. I chłonąć jak najwięcej słońca! W tym czasie była zmiana pór roku i słupek rtęci szedł już mocno do góry, dawało się jednak jeszcze oddychać, ale zdarzały się też niespodzianki, np. deszcz (tak, tam też czasem pada przez 10 minut!) albo burza piaskowa. Moi Przyjaciele zabierali mnie w ciekawe miejsca, te turystyczne, ale też nieoczywiste, np. trening biegowo-rowerowy lub zawody triathlonowe na pobliskim torze Fomuły 1. Opowieści z pierwszej ręki, doświadczenia ludzi, którzy tam mieszkają, bezcenne! Abu Dhabi, stolica Emiratów, zdecydowanie u mnie wygrywa z Dubajem. Mimo wszechobecnej pustyni, więcej tu zieleni, poza centralnymi punktami nie jest już tak wielkomiejsko, dużo spokojniej tu i nie przytłacza, jak Dubaj. Dlatego mój ranking #thebest10 zaczęłam w poprzedniej części od Abu. Teraz zapraszam Was na krótką wycieczkę po Dubaju.

 

 

Bur Dubaj

W Dubaju najbardziej urzekła mnie najstarsza historyczna część miasta Bur Dubai.  To właśnie tutaj, w starym Porcie Dubajskim, na lewym brzegu Dubai Creek, bije prawdziwe serce miasta. Tutaj w XI wieku istniała wioska rybaków i poławiaczy pereł. Możemy zatopić się w labiryncie domów z piaskowca, z charakterystycznymi wieżami wiatrowymi – ówczesnymi „klimatyzatorami”. Gdy dzień chyli się ku końcowi, gra świateł zachodzącego słońca potęguje wyjątkowy klimat. Spacerując po wąskich uliczkach, między rozstawionymi starymi dzbanami, wozami, małymi warsztatami, rozrzuconymi sieciami, miałam wrażenie, że słyszę tamten gwar, a zza rogu za chwilę wyjdzie Beduin z wielbłądem. Chwila odpoczynku i aromatyczna, tradycyjnie parzona, turecka kawa w uroczej małej kawiarence w cichym zakątku. To było cudowne uwieńczenie moich emirackich wakacji.

 

 

Deira

Suk czyli arabski bazar, usytuowany w starej dzielnicy Dubaju, Deirze, był dla mnie obowiązkowym punktem programu. Bardziej interesujący niż ogromne „malle”, w których tak naprawdę nie ma nic odkrywczego w porównaniu do europejskich centrów handlowych i oferowanych marek. Zwłaszcza, że tutejsze są nawet podczas wyprzedaży droższe niż nasze. Na wizytę w sukach trzeba przeznaczyć kilka godzin. Gold Souk czyli Targ Złota przebiegłam jedynie w celach poznawczych, odganiając się od niezwykle aktywnych sprzedawców oferujących mi roleksy czy longinesy w, podobno, dobrej cenie. Złote kolie czy całe wręcz kostiumy z 24-karatowego cennego kruszcu robiły wrażenie, ale złota nie noszę, choć trzeba przyznać, że są atrakcyjne cenowo. Nieco dłużej zatrzymałam się na Textile Souk (ubrania i pamiątki), oszołomiona feerią barw, targując się, jak prawdziwa przekupka, z Hindusem o tunikę w pakistańskie wzory i kaszmirowy szal. Wciągnęło mnie zaś na dobre na Spice Souk (przyprawy). Nie interesowały mnie gotowe suweniry, które już wiszą w mojej kuchni jako ozdoby, przywiezione wcześniej przez Przyjaciół. Prawie nurkowałam nosem w kolorowych kopczykach curry, szafranu czy garam masala, kosztowałam różnych gatunków świeżych daktyli  i chłonęłam niezwykłe aromaty kaw czy herbat. Musiałam się opamiętać, bo w walizce pozostawało tylko trzy kilogramy do wypełnienia.

 

 

Global Village

Tak się miło złożyło, że Piotrek i Hani, znajomi z Arabii Saudyjskiej, wpadli na weekend do Dubaju. Mieliśmy okazję spotkać się wreszcie na pogaduchy. Zabrali mnie do magicznego miejsca: Global Village. Tu można spędzić cały dzień i nie nudzić się, co najwyżej nogi bolą 😊 Można powiedzieć, że to światowy jarmark i jeden wielki festiwal – połączenie kultur prawie setki krajów w jednym miejscu, a możemy je poznać w ciągu kilku godzin. Od hieroglifów i mumii starożytnego Egiptu, przez marokańskie oszałamiające mozaiki, chińskie kolorowe lampiony, balijskie rzeźbione bożki, hinduskie bajeczne sari, romantyczne Tadż Mahal po irańskie dywany, afrykańskie maski, kremlowskie pamiątki poprzedniej epoki i londyński Big Ben. Większe lub mniejsze pawilony urządzone w stylu każdego kraju, tradycyjne stroje, warsztaty rzemieślnicze, lokalne przysmaki, sceny z występami lokalnych artystów, przyprawiają o zawrót głowy. Nie sposób było nie wypić prawdziwej tureckiej kawy, zjeść krewetek po tajsku, poprawić syryjskimi lodami, po drodze kosztując słynnych jemeńskich miodów. Nie tylko dzieciaki, ale i całe rodziny mogą poszaleć w największym w regionie wesołym miasteczku, pełnym atrakcji. Po zmroku cała wioska rozświetla się wszystkimi kolorami tęczy i rozbrzmiewa muzyką, co dodaje jej jeszcze większego kolorytu.

 

 

Burj Khalifa

Od tego miejsca właściwie zaczęłam zwiedzanie Dubaju, ale jak to się mówi „szału nie było”. Miałam ten komfort, że pojechałam na górę najszybszą windą świata w kameralnym gronie, z daleka od tłumu turystów i mogłam delektować się panoramą Dubaju w VIP Lounge na 123 piętrze, siedząc na wygodnej kanapie, popijając pyszną kawę i sok ze świeżych pomarańczy. Dobrze wybrać się tam rano, gdyż wtedy jest największa szansa, że będzie dobra widoczność. Smog w mieście bywa potworny, zwłaszcza wieczorem, więc uważajcie na tak reklamowane zachody słońca – bywa, że nie widać najbliższego budynku. Miałam szczęście, że tego dnia było słonecznie i całkiem znośna perspektywa. Niebawem też Burj Dubai zostanie zdetronizowany jako najwyższy budynek świata przez wieżowiec Dubai Creek Tower, który ma być o 100 metrów wyższy, zbliżając się już do 1000 metrów. Efekt „wow” jest jednak kwestią subiektywną.

 

 

Marina Dubai

Z Burj Khalifa można łatwo dostać się metrem do dubajskiej Mariny. Tam postanowiłam zażyć witaminy D i dwie godziny krążyłam malowniczą spacerową trasą Marina Walk, pomiędzy drapaczami chmur, po pustych o tej porze dnia promenadach, alejkach wysadzanych palmami i zaułkach. Ta luksusowa dzielnica to miniatura miasta w mieście. Ciągnie się wzdłuż trzykilometrowego sztucznego kanału, pełnego ekskluzywnych jachtów, co więcej jest zamknięta dla ruchu samochodowego, a to pozwala odpocząć od hałasu w rytmie slow. Z drugiej strony na nabrzeżu znajduje się słynna plaża JBR Beach pełna eleganckich kawiarni, restauracji na świeżym powietrzu i kiermaszów z rękodziełem.

 

 

*****

Nie zdążyłam pojechać na safari na pustynię, zaszaleć w Ferrari World czy odwiedzić słynnej zielonej beduińskiej oazy Al Ain niedaleko granicy z Omanem, gdzie urodził się szejk Zayed. Może kiedyś, przy okazji, bo arabski świat jest intrygujący i pełen magii.

 

*Krótkie relacje video dostępne są na moim kanale Instagram w archiwum stories jako album Emirates 2019.

 

10 miejsc, które warto zobaczyć w Abu Dhabi i Dubaju (część 1)

10 miejsc, które warto zobaczyć w Abu Dhabi i Dubaju (część 2)

O Autorze 

    Znajdź mnie:
  • facebook
  • pinterest