Gwiazdkowy upominek od serca

Coraz bliżej Święta. Czas obdarowywania bliskich przede wszystkim obecnością i uwagą, niekiedy jedyna okazja w roku do spotkania bliższej i dalszej Rodziny, Przyjaciół, na co dzień oddalonych o tysiące mil. Okazja również do wręczania upominków. I nie chodzi tu wcale o to, żeby było na bogato. Uwielbiam obdarowywać kogoś chyba bardziej niż sama dostawać prezenty, choć to drugie też bardzo miłe. Pamiętam jednak chwile, kiedy wolałam nie dostać wcale, np. gdy rozpakowałam paczkę a tam trzeci rok z rzędu ten sam szampon i odżywka do włosów, w dodatku dla mnie alergiczny. Znając kogoś dobrze, mieszkając w jednym domu, zwykle wiemy, co kto lubi, o czym marzy, co mu się podoba, jakie ma pasje. Jeśli nie wiemy do końca, warto zadać sobie trochę trudu albo po prostu zapytać ciocię w czym aktualnie zaczytuje się wujek, poprosić wujka, żeby otworzył szafę i strzelił fotkę smartfonem i już wiemy, czy kupić szal w zielone grochy czy czerwone róże a jeśli oboje lubią operę to kupić im bilety na hit sezonu. W zależności od pojemności portfela. Ale tak, jak już pisałam nie chodzi o licytowanie się, kto dostał większe diamenty albo lepszego laptopa. Przynajmniej nie w moim otoczeniu.

Są drobiazgi, które potrafią niesamowicie uradować, stworzone przez pasjonatów, którzy wkładają w to, co robią całe swoje serce. Niby tylko rzecz, ale tym większe ma dla mnie znaczenie, jeśli wiem, spod czyich rąk wyszła, ile uczuć i emocji w sobie ma. I właśnie to sprawia, że czyjeś oczy lśnią z radości a moje szklą ze wzruszenia. Rękodzieło natomiast tanie nie jest i bardzo irytuje mnie, gdy ktoś zaczyna się targować. Pamiętajmy, że koszt produkcji kilku czy kilkunastu sztuk jest nieporównywalnie większy niż w fabryce chińskich podróbek, gdzie z taśmy spadają miliony bezwartościowego chłamu. A czas twórcy? Bezcenny. W wielu przypadkach to „aptekarska” robota. Dlatego z cenami nie dyskutuję i bardzo wspieram małych twórców, podziwiam i szanuję. Dzielę się z Wami kilkoma dobrymi adresami (zamówienia także wysyłkowe), nie zawiedziecie się!

 

Bieszczadzka Pracownia Mydła Naturalnego

 

 

Przez lata schodziłyśmy z Anią Grabowską-Kudełką niejedne cudne manowce, pochłonęłyśmy prawie cały bezmiar bieszczadzkiego błękitu leżąc w szumiących trawach na połoninach, przeżywałyśmy wspólnie radości i smuteczki. Zawsze trochę żałowała, że nie umie robić na drutach, szydełkiem, malować czy rzeźbić. Ale któregoś pięknego dnia okazało się , że …. umie robić mydła! I to jakie! Mydła, których inspiracją jest bieszczadzka flora. Zbiera zioła i rośliny, starannie dobiera dodatki i oleje z certyfikowanych źródeł, dba o jakość wykonania i czas dojrzewania. Dzięki temu powstają niepowtarzalne kostki o teksturze i wyglądzie sprawiających, że masz ochotę je schrupać na sam widok, zapachu zapierającym dech, a gdy raz umyjesz nim dłonie (a bywa, że i włosy!), nie chcesz już żadnego innego. Wpadłam, jak śliwka w mydło… ups, to znaczy w kompot, najlepiej wigilijny.

Wiecej 

 

Szeptanie Duszy w Galerii na Wodnej

 

 

Z Bieszczadów do Kłodzka jest kawałek drogi, ale Martę Sidorowską poznałam lata temu właśnie w Wetlinie, spędzając razem  dobry czas. Kobieta-orkiestra, mądra, atrakcyjna, utalentowana. Niech Was nie zwiedzie tytuł doktora nauk fizycznych. Artystyczna dusza, wrażliwa, ciepła, z sercem na dłoni. Weź i nie kochaj… no nie da się! Dziś prowadzi galerię artystyczną w Kłodzku – Galeria na Wodnej, szyje niepowtarzalne przekochane miśki i lalki, poduszki i patchworki, plecie jakże cudowne wianki, pisze wiersze i wydaje z sukcesem kolejne tomiki i kalendarze.  Źródłem jej poetyckich inspiracji jest życie, ludzie i przyroda. Na Święta maluje bombki, przygotowuje niebanalne ozdoby, ale i tradycyjne wieńce. Galeria Marty mieści się przy jednej z najbardziej malowniczych uliczek Kłodzka. Powstała z pasji i marzeń. To wyjątkowe miejsce na mapie Kłodzka, w którym nie tylko można kupić nietuzinkowe, wykonane przez artystów przedmioty, lecz można je również samodzielnie wykonać, biorąc udział w organizowanych warsztatach artystycznych oraz kreatywnych urodzinach. Tak myślę, czy nie zorganizować swoich. Ale to innym razem. O Świętach miało być.

Więcej

 

Piękno naturalnych kamieni od Gati

 

 

Z Agatą Witowską znamy się „od kuchni”. Jak mawia kolega, pozytywne wariatki, zakręcone na punkcie dobrej kuchni, gotowania, pieczenia, odkrywania nowych smaków, wspólnego stołu i zakupów w Rysinach przy pysznym śniadanku. Gęsina, krewetki, tapasy, bigosy, serniki i torty, aż tu nagle….  Na moim stole wylądowały któregoś letniego poranka przepiękne bransoletki, które zamówiłam, gdy tylko zobaczyłam te cuda na obrazkach.  Your Stone by Gati to prawdziwie  autorska biżuteria z naturalnych kamieni,  tworzona z sercem i pasją dla osób, które chcą się cieszyć oryginalnymi i niepowtarzalnymi przedmiotami. Każdy projektowany egzemplarz jest inny! I powtarzam: naturalne kamienie. Nie ma ściemy. Nie ma, że chińszczyzna. W końcu noszę, to wiem. Czuję się co najmniej, jak Marylin Monroe w brylantach. Co ja mówię. Bez porównania. Gati rzecz jasna.

Więcej

 

Lomi Tangere – Hawajski Masaż Lomi Lomi Nui

 

 

Last but not least… Coś więcej niż rzecz. Coś zbawiennego dla ciała i duszy.  Z Teri też książkę mogłybyśmy napisać. Nasza przygoda zaczęła się od magii pewnej bardzo świątecznej marki a potem już po prostu tak zostało. Psycholog, marketingowiec, ale przede wszystkim kobieta obdarzona pięknym głosem, gorącym sercem i czułym dotykiem. Fascynuje ją, jak psychika, umysł i emocje kształtują nasze ciało, ale też jak ciało może wpływać na naszą psychikę, umysł i emocje.  Dużo tańczy, od lat odkrywa relaks poprzez 5 rytmów, kontakt improwizacje, taniec intuicyjny, terapie tańcem i ruchem. Któregoś dnia zakochała się w Lomi Lomi i zrozumiała, że masaż i idące za tym rozluźnienie to tylko początek niezwykłej dla masowanego i masującego przygody. Hawajski masaż leczniczy Lomi Lomi Nui niesie radość, oddech, akceptację i przestrzeń na nowe. Tłumaczony jako “dotyk miękkiej, aksamitnej łapy kota” i coś w tym jest. Fantastyczne przeżycie, ukojenie, poczułam się prawdziwie zaopiekowana. Podaruj go komuś bliskiemu – każdy ma swój koniec roku, czas kiedy zbiera w swojej głowie wszystkie ważne dla siebie zdarzenia, obraca je w głowie i sercu, kształtuje refleksje i podejmuje ważne dla siebie decyzje na nowe. Jednak by nowe miało się gdzie rozgościć, warto zrobić mu miejsce.  I wcale nie trzeba lecieć na Hawaje, wystarczy przejechać się do centrum Warszawy. Aloha!

Więcej

 

 

O Autorze 

    Znajdź mnie:
  • facebook
  • pinterest