Kuchenny recykling czyli jak przerobić „resztki” z wywaru

Nie zdajemy sobie sprawy, ile jedzenia marnujemy. Żyjemy w kulturze obfitości, kupujemy impulsywnie i zwykle za dużo, zamiast przed zakupami zrobić listę potrzebnych produktów i przede wszystkim zajrzeć do lodówki, co już w niej mamy. W zamożnych społeczeństwach konsument myśli: „czemu mam jeść to, co zostało z wczoraj, skoro stać mnie na świeży posiłek”. Gości przyjmujemy na zasadzie „zastaw się, a postaw się”, ma dobrze o nas świadczyć to, że damy im więcej, niż są w stanie zjeść. Kochamy jeść, fanatycznie oglądamy kulinarne show a wyrzucamy do kosza 50 proc. żywności. I nie dlatego, że nie nadaje się już do jedzenia. Dlatego, że jest „wczorajsza”, nieestetycznie wygląda, ma drobną skazę, plamkę czy pomarszczoną skórkę.

Na moim stole nic się nie marnuje. Nie znam pojęcia „resztki”. Serce mi się kraje, jak coś przeoczę i muszę wyrzucić albo okaże się, że kupiłam nieświeże i niedające się do niczego. Przetwarzam co się da i jak się da. Gotuję na przykład wywar (przepis znajdziecie tutaj wraz z pomysłami na pyszne zupy), zwykle na porządnej ćwiartce kurczaka i zacnym kawałku szpondru wołowego. Udko podpiekam z miodem lub podsmażam z ziołami, marchewkę, pokrojoną w kosteczkę smażę na maśle osełkowym z solą i pieprzem a czasem z mięsa i warzyw piekę pasztet.  Innym razem robię tymbaliki lub sałatkę jarzynową. Kości i inne odpadki mięsne dojada pies sąsiadów. Nie mam problemu z tym, żeby następnego dnia zjeść tę samą zupę lub odgrzać mięso lub sos do makaronu. Regularnie robię przegląd szafek i lodówki, zwykle gotuję z tego, co jest, do sklepu idę z listą zakupów, zgodnie z zasadą „częściej a mniej” , choć zdarza się tzw. spontan, jednak i ten zostaje zwykle szybko skonsumowany. Poniesie mnie czasem, zwłaszcza w sezonie letnim, gdy na targu pełnym dobrodziejstw pola i lasu, jem oczami i wkładam do koszyka „jeszcze tylko te pomidorki, pęczek szparagów, garść malin, torebkę bobu, kilka kwiatów cukinii… ooo, kurki już są?”  😊 Wtedy uczta jest ad hoc, zapraszam sąsiadów, wpadają przyjaciele, podrzucam komuś lunch do biura.

Oto kilka pomysłów na pyszne przetworzenie „resztek” z wywaru.

 

Tymbaliki (galaretka) z kurczakiem i warzywami

 

 

Ok. 400 g ugotowanego mięsa (ćwiartka kurczaka, szponder wołowy)

Ugotowana marchew

3 jajka

Mała puszka zielonego groszku konserwowego

Zielona natka pietruszki

1 litr wywaru

6-7 łyżeczek żelatyny

3 łyżeczki białego octu winnego

Sól, pieprz

6 małych salaterek lub pudełeczek ok. 200 – 250 ml

 

Żelatynę wymieszać z 200 ml zimnego wywaru, podgrzać do całkowitego rozpuszczenia (nie gotować!), odstawić. Mięso obrać z kości i pokroić na małe kawałki. Marchew pokroić na małe talarki. Jajka ugotować na twardo, ostudzić, obrać i pokroić na ćwiartki. Natkę pietruszki porwać na mniejsze kawałki. Ułożyć wszystkie składniki w salaterkach lub pudełeczkach – tu świetnie sprawdzą się niewielkie plastikowe pudełeczka po kiełkach, serkach, śmietanie, można je wykorzystywać wielokrotnie. Podgrzać wywar, dodać żelatynę, ocet winny, sól i pieprz, dobrze wymieszać. Wlać do pudełeczek.

*****

 

Sałatka jarzynowa

 

Ugotowane warzywa: marchew, pietruszka, seler

2 duże ugotowane ziemniaki w mundurkach

Surowa biała część pora

1 duże kwaśne jabłko

2 jajka ugotowane na twardo

4 duże kwaszone ogórki

Kilka marynowanych grzybków lub śliwek węgierek w zalewie

Mała puszka zielonego groszku konserwowego

Sól, pieprz

1 łyżka ostrej musztardy (np. sarepskiej)

Średni słoik majonezu sałatkowego

 

Warzywa, grzyby lub śliwki i jajka pokroić w kosteczkę. Jabłka i ogórki obrać, zetrzeć na tarce z grubymi oczkami. Wymieszać wszystkie składniki, na końcu doprawić do smaku solą i pieprzem wedle uznania.

*****

 

Pasztet

 

 

Ok. 400 g ugotowanego mięsa (ćwiartka kurczaka, szponder wołowy)

Ugotowane warzywa: 2 marchewki, 2 pietruszki, mały seler, 2 suszone grzybki

Średnia cebula

10 łyżek tartej bułki

1 duże jajko

1 łyżeczka wędzonej papryki w proszku

Szczypta gałki muszkatołowej

Świeżo zmielona sól, pieprz

 

Mięso obrać z kości, zmielić dwa razy. Warzywa zblendować na puree. Cebulę drobniutko pokroić i lekko podsmażyć. Zmieszać wszystkie składniki i dobrze wyrobić. Formę (ja używam 24x10x7 cm) wysmarować masłem i posypać tartą bułką. Piekarnik nagrzać do 1800C. Piec ok. godziny góra-dół, Wyjąć, ostudzić. Po upieczeniu pasztet powinien dać się kroić nożem, ale jednocześnie jest kremowy i łatwo go rozsmarować na pieczywie.

 

Bon apetit :)

 

O Autorze 

    Znajdź mnie:
  • facebook
  • pinterest