Tutaj zatrzymuje się czas

Browina, mała wieś niedaleko Grunwaldu wśród lasów, pól i łąk. Wydawałoby się, że zapomniana przez świat. Trafiłam tam kiedyś przypadkiem, a może nie, bo przypadków przecież nie ma.

 

 

Pojechałam z Przyjaciółką Ewą odebrać jej Milusińskich z wakacyjnego obozu. Jedziemy, nawigacja wariuje, myślę sobie: gdzie oni te dzieci wywieźli??? Aż dojechałyśmy do wioski. Kilka gospodarstw, ukwiecona kapliczka, staw a wokół niego pięknie odnowione ławeczki, tu i ówdzie leniwie pasą się krowy, przebiegnie pies czy kot, ludzi, jak na lekarstwo. I Stara Szkoła. Agroturystyka państwa Doroty i Tadeusza Robińskich, którą zorganizowali właśnie na terenie starej niemieckiej szkoły z 1913 roku. Od kilkunastu lat spędzali wakacje w swoim stuletnim domu nad jeziorem Łubień w pobliskim Ulnowie (dziś również pensjonat do wynajęcia). Siedem lat temu, w trakcie jednej ze swoich rowerowych wycieczek po okolicy, pan Tadeusz trafił właśnie do Browiny. No i była to miłość od pierwszego wejrzenia. Jako, że jego pasją jest również renowacja starych budynków, podjęli razem z żoną wyzwanie i po roku Stara Szkoła była gotowa na przyjęcie pierwszych gości. Zbiegło się to z urodzinami ich córki, więc państwo Robińscy byli podwójnie szczęśliwi.

 

 

Okazało się, że nasi Milusińscy, Iwcio i Nadia, nie mogli lepiej trafić. W murach przedwojennej szkoły mieszczą się teraz komfortowe, klimatyczne pokoje i apartamenty z łazienkami, przestronny salon z kominkiem, rustykalna kuchnia wyposażona we wszystkie sprzęty ułatwiające życie, jadalnię z widokiem zapierającym dech w piersiach, słoneczny taras, mini spa z sauną i jacuzzi. Wokół ogromny, zadbany ogród i – co mnie chyba najbardziej urzekło – własny przebogaty ogródek warzywny!

 

 

Wspaniały szef kuchni, pan Radek, wyczarowuje fantastyczne przysmaki z tego, co ma pod ręką. Właściwie trudno powiedzieć, czego tam nie ma. Jajka niosą zaprzyjaźnione szczęśliwe kury z gospodarstwa obok, mleko od równie zaprzyjaźnionych krów, które mijałyśmy. Jeśli czegoś zabraknie, pomocą służy obwoźny sklepik, goszczący we wsi co kilka dni. W kuchni unosi się zapach własnoręcznie wypiekanego chleba. Miałam ogromną przyjemność skosztować co nieco podczas pożegnalnego obiadu dla rodziców. Niebo w gębie.

 

 

Że zdrowe, smaczne produkty to jedno, ale czuć w tym wielkie serce, talent i kulinarną pasję pana Radka. Całym sercem i ogromną życzliwością obdarzają też gości Gospodarze Starej Szkoły: pani Ola i pan Darek, przybysze ze Śląska, którzy na co dzień dbają o pensjonat. Bezpieczną przystań znalazły tam też ulubione futrzaki: psy, koty a nawet lamy!

 

 

Sielsko, anielsko, niczym nieograniczona przestrzeń i swoboda, można tak sobie leżeć i leżeć w hamaku i czuć się, jak w raju. Ale można też spędzić czas aktywnie. Kort tenisowy, boisko do siatkówki, plac zabaw dla dzieci, rowery, na których można zwiedzać obfitującą w atrakcje okolicę, nieopodal stadniny koni, dla osób niejeżdżących – wycieczki bryczką czy pole golfowe dla amatorów większych wyzwań. W tutejszych lasach często można spotkać sarny, jelenie, dziki, zające, lisy, bobry. Żurawie na okolicznych polach i łąkach nawołują się nierzadko. Grzybiarze odnajdą tu jesienią prawdziwe skarby. Śnieżną zimą można poszaleć na biegówkach.

 

 

Znajdą coś dla siebie i miłośnicy historii. W pobliskim Grunwaldzie co roku w lipcu odbywa się inscenizacja wielkiej bitwy, komentowana na żywo. To miejsce drugiej wielkiej bitwy pod Tannenbergiem w 1914 r., którą Niemcy okrzyknęli wielkim rewanżem za Grunwald w 1410 r., mimo, że pokonali w tym przypadku Rosjan, nie Polaków. Rowerem można przejechać szlak na pole bitwy, który łączy się ze szlakiem do skansenu w Olsztynku, gdzie zgromadzono drewniane budowle z Warmii, Mazur, Powiśla i tzw. Pruskiej Litwy. Niebieski szlak przebiegający obok pensjonatu w Ulnowie prowadzi również do Parku Krajobrazowego Dylewskie Wzgórza. Znajduje się w nim Dylewska Góra, najwyższe wzniesienie na Pojezierzu Mazurskim (312 m. n.p.m.) ze wspaniałym punktem widokowym. 3 km od punktu położone jest Francuskie Jezioro – rezerwat florystyczny. Warto wybrać się do malowniczego rezerwatu źródła rzeki Łyny i po drodze zobaczyć cmentarz niemiecki w Orłowie z okresu I Wojny Światowej.

 

 

Browina, która liczy obecnie kilkudziesięciu mieszkańców, dawniej tętniła życiem. Była w niej karczma, sklep kolonialny, niedaleko gorzelnia i cegielnia. Aczkolwiek lokalni społecznicy dziś nie próżnują a ich wysiłki nie idą na marne. Browina może się poszczycić trzecim miejscem na najpiękniejszą wieś w województwie warmińsko-mazurskim. Piękna i barwna oaza spokoju, w której zatrzymuje się czas…

 

 
 
 

O Autorze 

    Znajdź mnie:
  • facebook
  • pinterest

Odpowiedz